Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Trasa, problemy i powtór do domu. Szczęśliwa? Na pewno. Smutna? Tym bardziej. Boję się? To też.
Image Hosted by ImageShack.us Image Hosted by ImageShack.us Image Hosted by ImageShack.us

Trasa, problemy i powtór do domu. Szczęśliwa? Na pewno. Smutna? Tym bardziej. Boję się? To też.

Trochę tego wszystkiego się nazbierało. Nie pisałam, bo nie miałam czasu, a później to już trasa i zero dostępu do neta. Impreza była udana. Wszyscy przyszli :P No a 11 były moje urodziny, więc kolejna impreza. Tym razem zaprosiłam mniej osób. Oczywiście tylko stałą paczkę :P
-Dobra Piret, idź się przebrać, bo za chwilę wszyscy się zjawią- ponaglała mnie Nadine
-Tja. Mów mi jeszcze, żebym ja miała w co się ubrać.
Nad wraz ze mną poszła na górę i coś tam wybrałyśmy. Chwilę później zjawili się goście.
-Sto lat sto lat sto lat sto lat niechaj żyje nam! Sto lat sto lat sto lat sto lat niechaj żyje nam! Niech żyje nam!- zaczęli już od progu.
-Hehe, dzięki wielkie. Wejdźcie do środka.
-No, więc kochana.- zaczęła Alice- jesteś już stara dupa i na dodatek pełnoletnia, więc w nagrodę będziesz nam browary kupowała- zaśmiała się i wręczyła mi prezent.
-No Hex- tym razem Alexz- wszystkiego naj naj naj i w ogóle.
-Dzięki
Wszyscy składali mi życzenia. Zaczęła się impreza.
-Ja otworzę!- krzyknął Gucio- Piret to Ciebie!
-Kogo diabli niosą?- spytałam All
-Nie wiem. Idź, zobacz.
-Ooo, Kevin- zamurowało mnie. Nie wiedziałam, że przyjdzie.
-No hej kochanie- pocałował mnie.
-Przestań- powiedziałam i odsunęłam go od siebie.
-Stało się coś?
-Nie. Tak. Nie wiem.
-A może jakieś konkrety?
-Chodź. Porozmawiamy u mnie w pokoju.
Weszliśmy na górę i to co ujrzeliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania…
-Oj sorry- wydukał Kev, gdy Tom z All odkleili się od siebie.
-My już nie przeszkadzamy- i zamknęłam drzwi.
-Widziałaś to?!
-Tak. Ja, znaczy On, oni. Dobra, nie ważne.
Poszliśmy do kuchni i zamknęliśmy drzwi, żeby nikt się nie pałętał.
-Piret, o co chodzi?
-Wiesz, bo ja tak nie mogę.
-Co masz na myśli.
-Nie mogę być z tobą, kochać i nienawidzić kogoś innego.
-Kochać?!
-Tak.
-Kogo?!
-Doskonale wiesz kogo…
-deBillkę?!
-Kevin! Tak. Chodzi o Bill’a.
-Ja…Sądziłem, że o nim zapomnisz przy mnie.
-Też tak sądziłam, ale niestety nie. Przykro mi, ale ty i ja musimy się… rozstać…
-Ale obiecaj mi, że jeżeli pojawi się jakaś nadzieja, dasz mi znać…
Odeszłam. Nic nie odpowiedziałam. Impreza nadal trwała i nikt nie miał okrutnie złego humoru. Prócz mnie…
-Hexe, coś się stało?- ni stąd ni zowąd pojawił się Bill.
Nie odezwałam się ani pół słowem. Pocałowałam go. Nie wiem ile to trwało, ale dla mnie całą wieczność. Jego kolczyk muskający delikatnie moje podniebienie…
-Przepraszam.- wykrztusiłam, gdy chwila się skończyła.
-Nie masz za co.
-Mam. To jest bardzo skomplikowane…
-Mów.
-Kocham Cię, ale jednocześnie nienawidzę. Nie będę z tobą ani ty ze mną. Będziemy żyli osobno mimo, iż się kochamy. Powiem wprost. To nie ma sensu.
-Dlaczego?
-Widzisz… Dalej nie rozumiesz. Nie ważne. Bawmy się. To jest ostatni nasz wieczór…
***************
-Kochana, jak wrócisz to zadzwoń do mnie
-I do mnie też
-A ja się wszystkiego dowiem od nich, więc nie musisz dzwonić- podsumował Alice i Alexz- Gustav.
-Na bank zadzwonię. Muszę iść, bo wszyscy czekają. Pa.
-Pa i pamiętaj, że cie kochamy.
-Wiem. Do zobaczenia.
Żegnałam się z przyjaciółmi. Za kilka minut miała zacząć się moja trasa…
-No chodź już!- wołały mnie dziewczyny z chórku
-No już idę! Pa kochani…
-Na razie i nie płacz za nami- uśmiechnął się Gucio
-Nawet na to nie licz :P
Wsiadłam do autokaru i pojechałam. Patrzyłam na to wszystko, na oddalających się przyjaciół, dom, uciekające drzewa, samochody, a w tym wszystkim ja. Prująca do przodu z nadzieją na lepsze jutro. To wszystko tak szybko się potoczyło. Pierwszy e-mail, pierwsza rozmowa, spotkanie, pocałunek, wyznanie miłości i w końcu szansa na płytę i moja pierwsza trasa koncertowa. Pogodzenie się Alice i Toma, próba zapomnienia o Billu i w między czasie kochany Kevin, który mi w tym wszystkim pomógł, przyjaciele, których bardzo kocham i na końcu rodzina. Gdyby nie oni to nie jechałabym teraz do Hamburga na pierwszy koncert i nie myślała o tym wszystkim. Inaczej by się wydarzenia ułożyły…
-Piret- z myśli wyrwał mnie głos Patricka.
-Tak?
-Jest nagła zmiana planów…
-Jaka?
-Nie będziesz występowała przed Killerpilze.
-Uff, jakie szczęście. Wypadłabym przy nich blado.
-Będziesz występowała przed My Chemical Romance.
-ŻE PRZED KIM?! PRZED MCR?!
-tak…
-AAAAAAAAAAAAAle fajnie!
-…?
-No co się tak patrzysz? To jest najlepszy zespół świata!
-Właśnie wiem i chciałbym ci przypomnieć, że to właśnie TY występujesz przed nimi.
-Jasna dupa!
-Co proszę?
-eee, wybacz…
-Chodzi o to, że musisz dać z siebie wszystko.
-Przecież wiem! Musze napisać nową piosenkę! Idź! Nie przeszkadzaj!
I od razu zabrałam się do roboty. Przecież jak źle wypadnę to siara na cały kraj! Muszę coś napisać…

*****
-Piret! Wysiadaj!- obudził mnie Nick
-Co jest?- spytałam jak odurzona.
-Nick to Hex. Halllo! Mamy postój. Wysiadaj póki możesz.
-No ok. i tak już skończyłam piosenkę.
-Już?
-Wenę ‘wtórczą’ miałam.
-No dobra, chodź już. Później nam ją zaprezentujesz.
Wyszłam z autokaru i od razu poczułam świeże powietrze. [Chłopaki oczywiście musieli napierdzieć] Rozprostowałam nogi i ujrzałam ‘piękny’ obraz. Ujmę to tak: toaleta płatna była 1 euro, więc płeć brzydka wykorzystała pobliski murek… W sumie to śmiesznie wyglądali. 6 pod rząd i między nimi Patrick!
„ja jednak skorzystam z toalety”- pomyślałam.
Chwilę później jechaliśmy dalej. Oczywiście kochana 5 zdążyła zrobić zapas na drogę :P
-No to zaprezentuj nam swoją piosenkę- zaczął Brian
-Nie. Jeszcze nie. Dopiero na próbie. Na razie są słowa. Nie jest skończona.
-Oj, nie wymiguj się!
-Mówię poważnie. Nie i nie ma dyskusji.
-No dobra…
Temat zakończyłam i zaczęliśmy się wygłupiać, robić różne dziwne rzeczy i testy z gazet. Dojechaliśmy dopiero późnym wieczorem, a praktycznie to nocą. Było przed 24. Hotel full wypas :P Oczywiście pokój mam sama, a tamci we 2 w jednym :P Jak mi przykro ^-^
Byłam padnięta. Nie chciało mi się nawet rozpakować. Wyjęłam tylko kosmetyki i piżamę, i poszłam się kąpać.
No i jak zwykle trzeba mieć moje szczęście, żeby o 1 w nocy jakiś debil walił w drzwi i domagał się otworzenia!
-Czego kretynie chcesz?!- otworzyłam drzwi gwałtownie stojąc w samym szlafroku. Ujrzałam kogoś którego najmniej się spodziewałam w tym hotelu, a co dopiero o 1 w nocy w moich drzwiach.
-Ojj, wybacz. Pomyliłem pokoje. Chwileczkę, ja ciebie skądś znam.
-Nie wydaje mi się.
-Ty jesteś Piret B…
- Brühler.
-No tak, faktycznie. Ja jestem…
-Gerard Way z MCR. Tak, wiem. Wybacz, ale jechałam cały dzień i jestem padnięta.
-Jasne. To do jutra.- zamknęłam drzwi.
*************
-Czego?!- obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Śniadanie.
-Zostaw pod drzwiami, albo sam sobie drzwi otwórz i postaw na stole tace.- zostawił pod drzwiami, bo nie miał klucza.
Długo nie spałam. Doprowadziłam się do stanu używalności i zabrałam śniadanie z korytarza. Oczywiście drzwi otworzyć też musiał Frankie i chcąc nie chcąc zobaczyłam jego syf w pokoju. Przez przypadek spadła mi łyżeczka do herbaty.
-Słuchaj, mogłabyś ciszej?- odezwał się Frankie.
-A co? Kacyk męczy?
-Tak jakby.
-No to nieźle popiliście wczoraj. Ah i powiedz swojemu koledze, żeby na drugi raz nie mylił pokoi- odwróciłam się i weszłam do pokoju.
Próba miała zacząć się o 14, więc miałam jeszcze godzinę. Zeszłam do recepcji. Miałam cichą nadzieję, że dysponują komputerem i Internetem.
-Hej, macie może dostęp do Internetu?- spytałam kobiety za ladą
-Tak. Prosto i w prawo jest sala komputerowa.
-Ok. Dzięki.
Taak. To się nazywa raj. Oczywiście wbiłam na gg.
-Hej All! Co tam?
-A tak jakoś dziwnie.
-Jak to dziwnie?
-Ponoć pogodziliśmy się, ale już nie jest tak jak kiedyś.
-To są dopiero początki. Będzie dobrze.
-Mam nadzieję, ale co tam u ciebie?
-Weź przestań. Zmienili mi zespół…
-Jak to zmienili?
-Nie pojechałam w trasę z Killerpilze tylko z My Chemical Romance.
-eee. Którzy to?
-Żartujesz chyba?
-Nie.
- To jest najlepszy zespół na świecie. Może nie taki znany, ale ja oczywiście wiem kim oni są.
-Ahh, fajnie wiedzieć :P

Pisałyśmy jeszcze o Alexz. Ona kręci z tym no, jak mu tam? O wiem! James. No tak, więc Alexz jest z James’em. Wszystko ładnie im się układa. Gucio lata za każdą, ale stałej nie ma ;) Caaały on.
-Piret! Idziemy!- do Sali wparował Brian.
-Co jest?
-Jak to co? Szukamy ciebie już z pół godziny! Próba!
-Cholera!
Pożegnałam się z Alice i pobiegłam do samochodu.
Próba jak próba. Tutaj coś nie styka, tam piszczy, że mało bębenki nie pójdą. Norma.
Teraz chwila odpoczynku. Chłopaków kolej. Stanęłam za kotarą i przyglądałam się. Byli wspaniali. Gdy skończyli doszło do mnie, że za kilka minut wpuszczą fanów i ja mam występować. Nie wiem jak mnie przyjmą. Przecież nowa twarz i w ogóle. Wpuścili ludzi. Za chwilę ja.
-Chłopaki, damy radę?- spytałam
-Damy, damy- odpowiedział Nick
-Nie fałszniesz i będzie ok. – pocieszał Jack.
-Ha, ha. Śmieszne baaardzo. Ja mówię poważnie. Nie wiem czy dam radę.
-Nie przejmuj się- wtrącił Gerard.
-Łatwo ci mówić.
-Przecież wiem jak się zachowywałem na pierwszym koncercie. Było identycznie, ale udało się. Na pierwszej piosence byłem spięty, ale później gładko poszło.
-Mam nadzieję, że u mnie też tak będzie…
-Będzie. Idź już, bo ludzie się drą. Trzymam kciuki.
-Dzięki. Idę.
No to weszłam. Ludzi jak „mrówków”. Nie byli zaskoczeni. Wiedzieli przecież, że będę. Kilka osób wyszło… Od razu się odwróciłam, żeby zejść ze sceny, ale zobaczyłam chłopaków z MCR, którzy patrzyli na mnie z nadzieją, że ich nie zawiodę. Nie mogłam… Pokonałam strach i stanęłam przed mikrofonem. Na początek miałam zaśpiewać coś szybkiego, żeby ich rozruszać. Zaczęliśmy „Losing grip”. Niektórzy skakali inni klaskali, a reszta nie wiedziała co zrobić. W sumie po 3 piosence wszyscy się poderwali. Zaśpiewałam jako 2 „take me away”, „Falling down”, „Kiss me”, „Get over it”, “mobile” i na koniec „I’m with you”
Klaskali! Odniosłam sukces! Z uśmiechem na twarzy ukłoniliśmy się i zeszliśmy, udostępniając miejsca naszym następcom.
Chyba tego komentować nie musze, prawda? Domyślacie się jak było? No i prawidłowo.
Byliśmy padnięci. Jeszcze zorganizowali zabawę z okazji mojego pierwszego koncertu. Wspominałam, że rozdałam kilkanaście autografów? To jest wspaniałe! I nikt mi nie mówi co mam robić . Wracając do imprezy…
-Byłaś wspaniała!- ni stąd ni zowąd wypalił Mikey.
-Racja. Dziwne, że jeszcze sławna nie jesteś- dodał Frankie
-Przecież wiesz ile czasu minęło zanim my staliśmy się „sławni”- tym razem wypowiedział się Ray
-Sławna nie sławna ma talent- odezwał się 4 z chłopaków- Bob
-Ojj chłopaki. Mam jeszcze czas. Przecież to jest dopiero moja pierwsza trasa i to jeszcze z wami.
-Aj bo się zawstydzę- zażartował Mickey, a my wszyscy w śmiech. Prawie wszyscy…
-Gerard, co jest?- spytał go Mikey
„no to teraz trzeba nadstawić ucha”- pomyślałam.
-Nic.
-Jak to nic? Stary, przecież widzę, że coś. Myślisz o…
-Kat.
-Przecież ona siedzi w domu.
-Właśnie.
-Oj nic jej nie będzie. Przecież cie kocha!
„O co chodzi? Jaka Kat? Czy ja o czymś nie wiem?”
-No chłopaki, co jest?- Wcisnęłam się na kanapę między nimi.
-Gerry myśli o Kat.
-Zamknij się!- warknął „Gerry”
-Stało się coś?
-Nie wtrącaj się w nieswoje sprawy!- i wstał! Rozumiecie? Wstał i poszedł do innego pokoju! O nie. Nie dam się tak łatwo spławić!
Poszłam za nim.
-Piret! Nie warto- mówił Mikey.
-Ja to załatwię- odkrzyknęłam.
Kulturalnie zapukałam w drzwi póki nie usłyszałam krótkiego „spadaj”
-Słuchaj, miałam zajebisty dzień. Pierwszy koncert w moim życiu, kochana publiczność i to jeszcze w moi wieku! Wy jesteście niesamowici i ogólnie to wszystko jest ja z bajki, ale nie. Oczywiście musi zjawić się taki pan Way i wszystko spieprzyć niewiadomo dlaczego! Czy ty nie umiesz porozmawiać jak cywilizowany człowiek?
-Nie.
-Ja się tu produkuje, a ty mi odpowiadasz nie?!
-To się nie produkuj.
-Wrrr- wkurzyłam się- o co ci tak naprawdę chodzi, co?
-Nie twoja sprawa smarkulo!
-ja smarkula?! Do twojej wiadomości: niedawno skończyłam 18-stke i jestem pełnoletnia i mogę robić co mi się żywnie podoba, a w tym momencie mam ochotę i taki mały kaprys wyciągnąć z ciebie to „cos” co w tobie siedzi, a tym samym powoduje, iż wyżywasz się na wszystkich. Wybacz, nie na wszystkich. Na mnie!
-Skończyłaś?
-Tak! Więc teraz może mi łaskawie powiesz?!
-Nie.
-a wrrrr. Faceci!- i rzuciłam w niego najbliższą poduszką.
-Ej! Nie za dużo sobie pozwalasz?!
-Ej to na tramwaj!
-Siadaj.
-Co?- zdziwił mnie tym.
-Skoro wytrzymałaś już tyle to ci powiem o co mi chodzi.
-Wow. Pierwsza męska decyzja w tym dniu.
-Nie przeginaj.
-Jasne. No, więc? Chodzi o jakąś Kat, tak?
-Nie o jakąś tylko o moją Kat, moją kochaną Katie.
-Dobra, nie ważne. Mów.
-Ona została sama w domu.
-i?
-Daj mi dokończyć, ok.?- tylko kiwnęłam głową- została sama i ja nie wiem co ona tam robi.
-Ile ze sobą jesteście?
-No już z kilka ładnych lat.
-Czyli?
-No 3 lata.
-Ale wyczyn- przewróciłam oczami.
-Wiedziałem! Nie potrzebnie mówiłem!
-Nie denerwuj się tak. Po prostu dla mnie kilka ładnych lat to jest min. 5, ale nie ważne. Nie możesz tak po prostu do niej zadzwonić?
-Dzwoniłem.
-i?- ponaglałam go z odpowiedzią.
-I ponoć wszystko jest ok.
-Więc czym się martwisz?
-Miała inny głos. Taki jakby przygaszony, zmartwiony.
-Ojj, kobieta wzruszyła się, gdy zadzwoniłeś.
-Tak myślisz?
-Ty się jeszcze mnie pytasz? – zaśmialiśmy się oboje- no to teraz idźmy na dół. Oni się świetnie bawią, a my?
-Ok. Chodź.- co było do przewidzenia. Chłopcy cały czas przysłuchiwali się i gdy otworzyłam drzwi wszyscy wpadli do pokoju.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać- uśmiechnęłam się i ominęłam ich.
Bawiliśmy się do rana. Obudziłam się w autokarze ze wszystkimi. Z MCR i moimi facetami. Nie wiem jakim cudem się tu znalazłam, ale bania mnie bolała. Zresztą nie tylko mnie :P
-Słuchaj Piret!- Gerry wydarł mi się do ucha.
-Można ciszej?
-Oj, wybacz.
-O co chodzi?-spytałam dalej leżąc na fotelach.
-Dzwoniła Kat!
-Mówiłam, że tak będzie.
-Jest w wiosce obok miejscowości gdzie będziemy występować!
-To wspaniale! Powiedziałeś, żeby przyszła?
-Tak. Będzie pół godziny przed koncertem, ale wiesz wyjdę po nią wcześniej. Zrobię niespodziankę.
-Dobra, fajnie, ale mogę jeszcze trochę pospać?- nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się na bok i zasnęłam.
*********
-Nie tutaj ten bas! Z drugiej strony!- rozstawiał wszystkich po kątach Patrick wraz z menagerem MCR.
-Kiedy idziesz po Kate?
-Zaraz.
-A jak ona wygląda?
-jest aniołem. Wspaniała, taka naturalna i ma wspaniały uśmiech.
-No to dużo się dowiedziałam. Idę się przejść jak ona przyjdzie to mnie zawołaj!
-ok.
Poszłam w ogóle w drugą stronę w jakiś las. Ja nie wiem. Jakbym się zgubiła to nie byłoby fajnie, bo akurat telefonu nie wzięłam. Szłam wbijając wzrok w ziemię i myśląc niewiadomo o czym. No i oczywiście musiało mi się to przytrafić. Zobaczyłam tego anioła. Była taka jak opisywał ją Gerry. Wysoka, uśmiechała się do swojego kolegi? Odwróciłam się gwałtownie. Szedł już Gerard. Nie jest dobrze, nie jest dobrze! I co ja mam zrobić? Podbiegnę do niego i zagadam, pocisnę jakąś kulę, że nogę sobie skręciłam. Będzie musiał mnie zanieść z powrotem i nie zobaczy tego. Tak zrobie.
-Gerard hej. Co ty tu robisz?- zaczęłam udawać idiotkę.
-Wyszedłem po Kat. Ponoć tędy ma zaraz przyjść.
„Ona cholera już tutaj jest!”
-Odprowadzisz mnie? Nie wiem gdzie jesteśmy… Chyba się zgubiłam…
-jak to? Przecież tutaj już widać scenę.. Wybacz, ale muszę iść.
-Gerard nie!
-Słucham?
-eee chyba skręciłam kostkę- zaczęłam skakać na jednej nodze.
-O co chodzi? Dlaczego mam nie iść?- odwrócił się i zobaczył na własne oczy. Nie musiałam nic mówić…- Piret, czy to jest…
-Katie. Twoja Kat.
Nie mógł nic powiedzieć. Zamurowało go. Dosłownie…
-Idę tam.
-CO?!
-Musze jej powiedzieć!
-Gerry spójrz na mnie! Cholera no patrz!
-No co?!
-Pójdziesz tam i co jej powiesz? Pomyśl, co jej powiesz?!
-Że…
-Ze ją kochasz? To chcesz jej powiedzieć? Dobrze wiesz, że to nic nie zmieni.
-Ale…
-Wracajmy.
-Nie!- odwrócił się na pięcie i poszedł w jej stronę, a ja za nim jak ten debil.
-Gerard zastanów się! Nie idź tam.
-Daj mi spokój!
-Gerardzie Arthurze Way! Po co tam do cholery idziesz?!
-Już za późno. Za dużo widziałem.
Nie zdołałam go zatrzymać. Szedł szybciej niż ja.
-Moja kochana Kat!- darł się z daleka.
-Oh, Gerry.
-Nie mów tak do mnie! Ty…
-Gerard!- wtrąciłam się zmachana tym biegnięciem.
-Kto to jest?- spytał anioł
-Kto TO jest –wskazał Gerry na kolesia.
-Kochanie, jakby ci to wytłumaczyć…
-Nie jestem twoje kochanie! To jest koniec, rozumiesz? Definitywny koniec!- odwrócił się na pięcie i odszedł.
-Czekaj!- podbiegłam do niego.
Odwrócił się i mnie pocałował. Znienacka, nawet nie zdążyłam nic powiedzieć.
-Co to było?- zaczęłam.
-Nic nie mów tylko chodźmy już- odwrócił się za siebie i spojrzał morderczym wzrokiem.

**********

-Nareszcie jesteście!- zaczął Patrick
-Ja lecę się przebrać i za chwilę będę gotowa.
Ubrałam coś luźnego, ale odpowiedniego na koncert.
-Proszę!- ktoś zapukał- Gerry, co chesz?
-Co do tego co było na łące.
-Zapomnij. Wiem, że zrobiłeś to dla Kat i dla zemsty, więc nie mam żalu, ale wybacz. Spieszę się na koncert.

****

Jeszcze tylko 2 dni do końca trasy. Z Gerardem jesteśmy tak jak na początku- kumple. Chcą przedłużyć trasę, ale muszę wracać do szkoły. Chociaż idę dopiero 4. Nie wiem. Może coś wymyślę, ale nie pójdę w pierwszy tydzień. Bardzo chciałabym jeszcze zostać. Muszę zadzwonić do mamy…
-Halo?
-No cześć mamuś.
-No nareszcie dzwonisz. Jak tam u ciebie?
-Jest fantastycznie i właśnie dlatego dzwonię.
-O co chodzi?
-Chciałabym zostać jeszcze tydzień.
-jak to tydzień?
-Wróciłabym w sobotę wieczorem i byłoby wszystko ok. Wyspałabym się w niedzielę byśmy pogadały, a w poniedziałek do szkoły.
-Ale już chcesz zarywać pierwszy tydzień?
-Mamooo. Prooooooszę.
-No nie wiem.

-Piret, z kim rozmawiasz?
-O Frankie słuchaj, gadam z mamą na temat tej trasy.
-Daj mi ją.
-Jak to?
-Nie martw się o nic. Daj.

-Dzień dobry pani. Nazywam się Frankie. Jestem jednym z członków zespołu, z którym pani córka pojechała w trasę. Mam taką malutką prośbę- pokazał mi gestem, żebym sobie poszła z pokoju.
-No hej- powitał mnie Bob i Mikey.- gdzie jest Frankie?
-Rozmawia z moją mamą.
-Co robi?- spytał z niedowierzaniem Gerry, który właśnie wszedł do pokoju chłopaków, w którym ja oczywiście siedziałam. Bo gdzie miałam pójść skoro wygonili mnie z mojego własnego, prywatnego, hotelowego pokoju?
-Konwersuje z moją mamą na temat trasy. Życzę mu naprawdę powodzenia.
-Twoja mama może się niezgodzie?
-W kwestii szkoły jest bardzo rygorystyczna.
-Piret- wkroczył Frankie
-I co?!
-Zostajesz!
-aaaaaa!!!!- wstałam z fotela jak burza i rzuciłam mu się na szyję- dzięki, dzięki, dzięki.
-Spokojnie. Pamiętaj, że ja mam narzeczoną.
-Heh, szkoda- zrobiłam smutną minę i Wybuchneliśmy wszyscy śmiechem, prócz oczywiście Gerarda. Od czasu „anioła” nie śmieje się już. Muszę z nim pogadać…- ale jak ty to zrobiłeś?
-Tajemnica zawodowa.
-Nie powiesz?
-Nie.
-Cham jesteś- i rzuciłam w niego poduszką. I oczywiście zaczęłam wojnę- ej! To niesprawiedliwe! Czterech na jedną?!
-A co jest w życiu sprawiedliwe?- zaśmiał się Ray
Skończyliśmy po półgodzinnej walce na poduszki, gilgotanie, zrzucanie z łóżka i takie tam duperele ;p
-Jestem wykończona przez was!
-I o to chodziło.
-Gdzie jest Gerry?- spytał Mikey
-Pójdę go poszukać- zaproponowałam.
Przeszłam cały hotel. Nie mogłam go znaleźć. Zastałam go w pokoju konferencyjnym. Siedział ze swoimi szkicami i był odcięty od świata. Usiadłam koło niego.
-Dlaczego wyszedłeś?- spytałam pochylając się nad jego szkicami i oglądając.
-To była dziecinada.
-Było śmiesznie. Ponoć lubisz takie zabawy.
-Ale nie mam nastroju.
- Chodzi o Kat?
-Sama na to wpadłaś, czy ktoś ci pomógł?
-Słuchaj, jak masz tak ze mną rozmawiać to może w ogóle nie będziemy konwersować?
-Ty i tak nie zrozumiesz.
-Ja nie zrozumiem? To, że jestem od ciebie o kilka lat młodsza nie znaczy, że nic nie rozumiem! Kat ecie olała i sam dobrze o tym wiesz. Wiem, to boli, ale nie możesz się załamywać! Kochasz ją, to pewne, ale ona leciała na kase. Miała kochanka, dlaczego więc ty nie możesz zrobić tego samego i olać ją?! Trzeba żyć dalej, iść do przodu, walczyć z problemami, a nie się załamywać. Uwierz w siebie. Uwierz w siłę jaką masz. Pozbieraj się.
-Ale ja nie potrafię- rozpłakał się jak małe dziecko. Bosz! Pierwszy raz facet przy mnie płaczę! I co ja mam zrobić?!- Nie potrafię o niej zapomnieć. Jak was nie było wyciągałem browce z lodówki, myślałem, że jeszcze może się wszystko ułożyć, ale nie. Za bardzo mnie zraniła bym mógł jej wybaczyć. Wiesz. Mam takie coś w środku, że chciałbym, ale nie mogę. Takie dwie przeciwności, rozumiesz?
-Rozumiem- przytuliłam go- rozstania są trudne, ale każdy z nich wychodzi. Nie możesz się załamać. Chyba nie chcesz, żeby powtórzyła się sytuacja?
-Nie chcę. Jesteś jedyną osobą, prócz mojego brata oczywiście, która widziała jak płaczę.
-To normalne. Jesteś człowiekiem. Każdy ma chwilę słabości. Wyjdziesz z tego. Pomogę ci…

*****

Poprawiło się. Przestał już mieć zwiechy, ale w głębi serca na pewno dalej ją kocha. To oczywiste. Moja terapia pomogła. Może ja powinnam iść na jakiegoś psychologa czy coś? Dzisiaj wracam do domu. Jest ranek. Zaraz idę z chłopakami na piwo. Chcemy uczcić koniec naszej trasy. Przez ten miesiąc zżyłam się z nimi. Nie chcę wracać, ale musze. W domu czeka na mnie All i Alexz, Gucio, Kevin, Chris… No i oczywiście szkoła… Idę już, bo czekają. Jak wrócę to może zdążę coś jeszcze napisać, a jak nie to do jutra…

****

Jest ten sam dzień. Sobota. 22:25. Jestem na laptopie Patricka. Ja u niego znajdę wszystko :P Ale nie o tym miałam. Rozstanie ciężko mi przyszło.
-Będę za wami cholernie tęskniła- zaczęłam.
-My za tobą też. Przyjdź kiedyś na nasz koncert.
-To wy przyjdźcie na mój! Jestem w końcu kobietą, więc mam większe prawa ;)
-nie wykorzystuj tego za bardzo. Kobietko.
-Ojj Gerry. Kocham was, wiecie?
-Wiemy, wiemy.
-Ahh ta nasza skromność.
-Haha, właśnie.
Dobra ja muszę już lecieć, bo chłopaki na mnie czekają. Było zajebiście.
-Też tak sądzę. Większej wariatki jeszcze nie spotkaliśmy.
Przytuliliśmy się wszyscy. Powymienialiśmy numerami. I odeszłam…
-Piret, zaczekaj
-Tak Gerard?
-ja jeszcze tak osobiście chciałem ci za wszystko podziękować. Jesteś prawdziwą kumpelą. I mam coś dla ciebie.
-Co takiego?
-Zobacz- wyjął zapakowane pudełeczko. W środku był łańcuszek w kształcie takiego liścia- serca. Srebrny.
-Oh, nie musiałeś. W takim razie ja mam coś dla ciebie.- zdjęłam z szyi koraliki drewniane i wręczyłam mu- to za to, że jesteś- pocałowałam go w policzek.
-A to za to, że byłaś- pocałował mnie, ale nie tak po przyjacielsku. Tak normalnie. Jak chłopak dziewczynę, tak zmysłowo, delikatnie z przejęciem i z namiętnością. Za chwilę mamy się rozstać i niewiadomo czy kiedykolwiek jeszcze się zobaczymy.
-Musze iść- zaczęłam
-Nie chcę- trzymał moją głowę w dłoniach.
-Ja też nie. Może kiedyś jeszcze się zobaczymy- pocałunek na pożegnanie. Ten ostatni. Najcieplejszy ze wszystkich i krótkie słowo- żegnaj…

Tak. To było chwilę temu. Teraz wracam do domu. Szczęśliwa? Na pewno. Smutna? Też. Będę tęskniła na pewno, ale teraz najbardziej boję się, że Gerry może sobie coś zrobić. Może popadnie w nałóg… Nie chcę tego, on na pewno też nie. Niech się trzyma. Jest kochany, ale czas wrócić do rzeczywistości, do szkoły, do przyjaciół, do domu…


träne_echt 15/09/2006 19:38:07 [Powrót] Sprech!



No :)
Ja Chyba wróce do Pisanie :D
Napisze nastepną nOtke
To wtedy mi powiesz czy chcesz pisac dalej czy nie
Jak nie to ja bedem sama pisac :*
AlIcE 24/10/2006 21:25:52
| brak www IP: 87.105.70.112

Trasa była fajna:D No i MCR:D Kocham ich muzyke:D Ciekawe jak potoczy się dalsze życie Gerarda... Czekam z niecierpliwością na nową note;P Daj mi o niej znać;P
Tabi 16/09/2006 21:08:55
| brak www IP: 62.179.65.146

No tak pierwsz bo nikt nie miał cvzasu na takie czytanie :) Jak zwykle fajnie. Szkoda, ze dużo tyyutaj smutku, ale jescze się ułoży więże w to :) Pozdrawiam Cię:* Mocno :)
Young. 15/09/2006 20:04:17
| brak www IP: 81.168.155.175






Guest Book

Avril Lavigne - Nobody's Home
Music by Papusia :*
Archiwum:
2006
September
Juli
Juni
Mai
April


Linki:
Moje
Piret Johnson
Kim Moore
Mike Sandler
Przyjaciele
Jey Smith
Mika Nakashima
Julia Karkarov
Agnieszka
Krema


Meine




Clique


To właśnie jestem ja :D Nie będę się dużo rozpisywac. Wystarczy tylko tyle, że mam 17 lat i nazywam się Piret. Dla przyjaciół Hexe. Poznacie mnie z bloga :p




Alice Moore. Moja pierwsza i najlepsza przyjaciółka. Chodzi ze mną do klasy. Mieszkamy niedaleko siebie. Ma wiele kłopotów przez tego wrrr:[




Moja sister Nadine :D To spoko laska :p Jest tylko o rok młodsza i kręci z Philippe'm




To właśnie jest Philippe Lee. Mój dałn z klasy :p Ma różne odpały jak np. rzucanie się masą solną i wpakowywanie nas w kłopoty.




Chris. Eh, co by tu o nim napisac? Pewnie wiecie o co kaman jeśli czytacie moją historię :p Jest to koleś, którego chyba nigdy nie zrozumiem.




Alex. Poczatkowo był z Alice i można powiedziec, że ją kochał, ale cuś się rozsypało. On nadal próbuje. Nie wierzy, że to się skończyło. Zobaczymy co z tego będzie...




Gucio, Gucio. Braciszek Alice. Od pewnego czasu jest dla mnie jak przyjaciółka :D No w pewnym sensie, bo innej płci jest :D Mamy różne odpały razem, ale ja to milcze :p




Alexz. Tyż jest ze mną w klasie. Może nie przyjaźnimy się, ale staram się jej pomóc. Jest wesoła, ale zamknięta w sobie. Jeszcz do końca jej nie poznałam.




Kevin Norton. Poznaliśmy się na imprezie u Philippe'a. Chodzi z nami do sQl. Jest miły i charakterem przypomina tego dałna Lee :D




Tom Kaulitz. Gorszego drania niż on to ja nei widziałam. Ok. Widziałam, jego brata, ale to chyba rodzinne:/ Kręcił z Alice, przeleciał ją, narobił kłopotu i tyle go widziałyśmy. Niech on mi się lepiej już nigdy w życiu na oczy nie pokazuje! :[ Chociaż, gdyby nie on, nigdy nie dowiedziałabym się o co chodziło Bill'owi.




No i to jest cały ten głupi buc! Bill Kaulitz. Bleee:/ Tak, tak, pogadac dobra rzecz. Jednak w środku gdzieś tam zawsze zostanie jakieś uczucie do niego. Blee:/ Niestety...



Powered by blog 4u
Design by Fly for Linkup.